Fragment książki Konstytucja wolności

Friedrich August von Hayek

Opinia większości

Myśl, że rząd powinien kierować się opinią większości, ma sens tylko wtedy, gdy ta opinia jest od niego niezależna. Ideał demokracji opiera się na założeniu, że pogląd, którym będzie się kierował rząd, rodzi się w niezależnym i spontanicznym procesie. Zakłada więc on istnienie wolnej od kontroli większości szerokiej sfery, w której kształtują się opinie jednostek. Panuje powszechna zgoda, że z tego powodu sprawa demokracji i sprawa wolności słowa i wyrażania poglądów są nieoddzielne.

Stanowisko, że demokracja dostarcza nie tylko metody rozstrzygania różnic poglądów co do tego, jaki przyjąć tryb działania, lecz także normy, jakie te poglądy powinny być, ma jednak już obecnie dalekosiężne skutki. W szczególności poważnie pomieszano dwie kwestie – co jest rzeczywiście obowiązującym prawem oraz co powinno być prawem. Jeśli demokracja ma funkcjonować, jest równie istotne, żeby to pierwsze mogło zawsze podlegać ocenie, jak żeby to drugie mogło być zawsze zakwestionowane. Decyzje większości mówią nam, czego ludzie chcą w danej chwili, lecz nie o tym, co byłoby w ich interesie, gdyby byli lepiej poinformowani; jeśli więc te decyzje nie mogłyby być zmieniane w drodze perswazji, byłyby bezwartościowe. Argument demokracji zakłada, że opinia mniejszości może stać się zdaniem większości.

Nie trzeba byłoby tego podkreślać, gdyby nie fakt, że czasami przedstawia się jako obowiązek demokraty, a w szczególności demokraty-intelektualisty, uznawanie poglądów i wartości większości. Co prawda zakłada się konwencjonalnie, że pogląd większości powinien przeważać w kwestiach zbiorowego działania, lecz w najmniejszym stopniu nie oznacza to, że nie można starać się go usilnie zmienić. Można być wysokiego zdania o tym założeniu, a jednocześnie bardzo niskiego o rozsądku większości. Nasz wiedza i rozumienie postępują tylko dlatego, że opinii większości zawsze się ktoś sprzeciwia. W procesie kształtowania opinii jest bardzo prawdopodobne, że gdy jakiś pogląd staje się poglądem większości, nie jest to już w istocie pogląd najlepszy, bo ktoś już doszedł do lepszego rozwiązania, które osiągnęła większość. To dlatego, że nie wiemy jeszcze, która z wielu konkurujących nowych opinii się sprawdzi, czekamy, aż uzyska dostateczne poparcie.

Pogląd, że wysiłkami wszystkich powinno kierować zdanie większości albo że społeczeństwo funkcjonuje naprawdę zespołowo, gdy dostosowuje się do standardów większości, jest w istocie odwróceniem zasady rozwoju cywilizacji. Jego powszechne przyjęcie oznaczałoby prawdopodobnie stagnację, jeśli nie upadek cywilizacji. Rozwój polega na tym, że nieliczni przekonują wielu. Nowe myśli muszą się gdzieś pojawić, zanim będą mogły stać się poglądami większości. Nie ma doświadczeń społeczeństwa, które nie były uprzednio doświadczeniami nielicznych jednostek. Ani też proces formowania opinii większości nie jest całkowicie, czy nawet tylko głównie, sprawą dyskusji, jak tego chciałyby przeintelektualizowane koncepcje. W poglądzie, że demokracja to rządzenie przez dyskusję, jest element prawdy, lecz dotyczy to tylko ostatniej fazy procesu, w którym sprawdzane są walory alternatywnych poglądów i pragnień. Chociaż dyskusja jest istotna, to nie proces dyskusji jest głównym nauczycielem ludzi. Ich poglądy i pragnienia kształtują jednostki działające zgodnie z własnymi planami; korzystają więc oni z tego, czego inni nauczyli się na swoich indywidualnych doświadczeniach. Gdyby niektórzy ludzie nie wiedzieli więcej niż pozostali i nie mieli większej możliwości ich przekonania, rozwój opinii byłby znikomy. Właśnie dlatego, że zazwyczaj nie wiemy, kto dysponuje najtrafniejszą wiedzą, pozostawiamy rozstrzygnięcie procesowi, którego nie kontrolujemy. Lecz to większość zawsze uczy się ostatecznie działać lepiej od mniejszości poczynającej sobie inaczej, niż chciałaby owa większość.

Nie mamy żadnych podstaw, żeby przypisywać decyzjom większości tę wyższą, ponadindywidualną mądrość, która w pewnym sensie zawiera się w produktach żywiołowego społecznego rozwoju. W rozstrzygnięciach większości nie należy doszukiwać się takiej wyższej mądrości. Nie mogą się w każdym razie w tym równać z decyzjami, które po wysłuchaniu wszystkich opinii podjęliby najinteligentniejsi członkowie społeczności; rozwiązania większości będą wynikiem mniej gruntownych przemyśleń i na ogół będą kompromisem, który nikogo w pełni nie zadowala. Tym bardziej dotyczy to skumulowanego rezultatu kolejnych decyzji zmieniających się większości o rozmaitym składzie: rezultat ten nie będzie wyrazem jakiejś spójnej koncepcji, lecz różnych i często sprzecznych motywów i celów.

Nie należy mylić takiego procesu z tymi żywiołowymi procesami, które wolne społeczności uznają z doświadczenia za źródło większości lepszych rozwiązań niż te, które potrafi wymyślić jednostkowa mądrość. Jeśli przez „proces społeczny” rozumiemy stopniową ewolucję, która dostarcza lepszych rozwiązań niż obmyślony plan, to trudno za taki proces uznać narzucenie woli większości. Różni się ono radykalnie od procesu swobodnego rozwoju, z którego rodzą się obyczaje i instytucje, ponieważ przymusowy, monopolistyczny i wyłączny charakter panowania woli większości niszczy te siły autokorekty, które w wolnym społeczeństwie powodują, że zostają zaniechane błędne rozwiązania, a przeważają udane. Różni się ono zasadniczo także od tego kumulatywnego procesu, w którym przez precedensy tworzy się prawo, skoro decyzje większości nie są, jak w przypadku postanowień sądowych, połączone w spójną całość przez świadome przestrzeganie zasad, którymi kierowano się przy wcześniejszych okazjach.

Co więcej, decyzje większości w osobliwy sposób grożą – gdy nie kierują nimi przyjęte wspólnie zasady – powodowaniem skutków, których nikt nie pragnął. Często zdarza się, że większość jest zmuszona mocą własnych decyzji do dalszych działań, które nie były ani brane pod uwagę, ani chciane. Wiara, że zbiorowe działanie może obejść się bez zasad, jest w dużej mierze iluzją, a zwykłym skutkiem ich porzucenia jest to, że kierują tym działaniem niespodziewane implikacje poprzednich decyzji. Oddzielna decyzja może być w zamiarze odpowiedzią na konkretną sytuację. Lecz rodzi się oczekiwanie, że ilekroć zajdą podobne okoliczności, rząd podejmie takie samo działanie. W ten sposób reguły, które nigdy nie miały być stosowane powszechnie i które w takim stosowaniu mogą okazywać się niepożądane czy niedorzeczne, wymuszają przyszłe działania, których na początku prawie nikt nie chciał. Rząd, który twierdzi, że nie wiążą go żadne zasady, a ocenia każdy problem jedynie co do jego meritum, zwykle okazuje się zmuszony do podporządkowania się zasadom, których nie wybierał, i podejmowania działań, których nigdy nie brał pod uwagę. Obecnie dobrze znana jest nam sytuacja, gdy rządy, które rozpoczynają od dumnej deklaracji, że będą świadomie kierować wszystkimi sprawami, wkrótce okazują się krok po kroku osaczone przez konieczności wytworzone przez ich poprzednie poczynania. Właśnie dlatego, że rządy jęły uważać się za wszechmocne, słyszymy dziś tak wiele o konieczności czy nieuchronności podejmowania przez nie takich czy innych kroków, o których same wiedzą, że są nierozsądne.

Wróć do czytelni

KONSTYTUCJA WOLNOŚCI

Wspaniałe wprowadzenie we współczesne rozumienie swobody i wolności indywidualnej. W spokojny i stonowany sposób Hayek przedstawia własne spojrzenie na problematykę liberalizmu. Warto pamiętać, że właśnie to neoliberalne spojrzenie przyniosło mu Nagrodę Nobla w 1974.
Copyright © 1997-2021 Wydawnictwo Naukowe PWN SA
infolinia: 0 801 33 33 88