Fragment książki Historia fizyki

Andrzej Kajetan Wróblewski

ŚREDNIOWIECZNY OBRAZ ŚWIATA

Po odkryciu i zaakceptowaniu wiedzy antycznej w późnym średniowieczu powrócono do obrazu świata, jaki przedstawiał w swych dziełach Arystoteles. Według uczonych średniowiecznych świat miał więc strukturę geocentryczną, w której środku znajdowała się Ziemia otoczona sferami wody, powietrza i ognia, a następnie, w świecie nadksiężycowym, ośmioma sferami: Księżyca, Merkurego, Wenus, Słońca, Marsa, Jowisza i Saturna oraz gwiazd stałych (firmamentum). Astronomowie teologizujący dodawali jeszcze do tego kilka sfer, dziewiątą – coelum cristallinum (niebo krystaliczne), dziesiątą – primum mobile (pierwszy czynnik poruszający) i jedenastą – coelum empireum, określaną też jako habitaculum Dei et omnium electorum (miejsce przebywania Boga i wszystkich wybranych).

Tablica 3.4. Sfery niebieskie i odpowiadające im chóry anielskie
Księżyc
Merkury
Wenus
aniołowie
archaniołowie
księstwa
Słońce
Mars
Jowisz
panowania
zwierzchności
moce
Saturn
Sfera gwiazd
Sfera dziewiąta
trony
cherubini
serafini

„Jest dziewięć chórów dobrych aniołów, wszystkie ustanowione według stopnia i godności, i jedne słuchają innych zgodnie ze swą powinnością. Te chóry to: aniołowie, archaniołowie, trony, panowania, cnoty, potęgi, księstwa, cherubiny i serafiny.” (B. Latini, Skarbiec wiedzy, tłum. Małgorzata Frankowska-Terlecka i Teresa Giermak-Zielińska, s. 53).

Nastąpiło także nieoczekiwane połączenie poglądów teologicznych i astronomicznych (tabl. 3.4). W V wieku pisarz kościelny Dionizy Areopagita (Pseudo- Dionizy) w dziele O hierarchii niebieskiej zaproponował uporządkowanie dziewięciu chórów anielskich, o których znalazł wzmianki w Biblii. Pogląd ten został podchwycony, ponieważ można było dopatrzyć się odpowiedniości chórów i ciał niebieskich.

„... teologia oznaczyła wszystkie natury anielskie dziewięcioma różnymi nazwami, a nasz boski inicjator rozdzielił je na trzy hierarchie (porządki), z których każda mieści w sobie trzy chóry. Według niego pierwsza (hierarchia) otacza wciąż Bóstwo i jest z Nim złączona w sposób bardziej nierozdzielny niż inne hierarchie; Pismo świadczy bezsprzecznie, że Trony i Chóry, którym przypisuje się oczy i skrzydła, a których Hebrajczycy nazywają cherubinami i serafinami, znajdują się tuż przy Bogu i są mniej od niego oddalone niż inne duchy. Tak więc, według nauki naszych przesławnych mistrzów, te trzy chóry tworzą jedną i tę samą pierwszą hierarchię, która jest najbardziej boska i która czerpie blaski wieczne bezpośrednio z ich źródła. Drugą stanowią Panowania, Zwierzchności i Moce. Wreszcie trzecia i ostatnia składa się z aniołów, archaniołów i księstw.”

Modne były spekulacje liczbowe. Paryski franciszkanin Bonawentura (Johannes Fidanza), filozof i teolog, żyjący w latach 1221-1274, napisał dzieło Breviloquium, w którym przedstawił swe poglądy na budowę świata. Szczególne znaczenie dla Bonawentury miała liczba siedem, ponieważ, jak podkreślał, mamy siedem planet, siedem dni w tygodniu, siedem cnót i grzechów głównych, siedem kolumn mądrości, a w człowieku jest siedem składników: cztery żywioły i trzy zdolności: rozum, pamięć i wola. W Biblii też znajdujemy tę liczbę w wielu miejscach, na przykład siedem chlebów rozmnożonych przez Chrystusa, księga zamknięta na siedem pieczęci, siedmiu aniołom przed obliczem boskim dano siedem trąb itd.

Dzieło Bonawentury miało oczywiście siedem rozdziałów. Według niego sfery niebieskie były poruszane przez anioły. Są trzy nieba, doskonale okrągłe, a mianowicie empyreum, cristallinum i firmament. Cała maszyna świata jest zbudowana w sposób doskonały i uporządkowany, a istnienie tego porządku i piękna jest dowodem istnienia Boga.

Uczeni średniowieczni z jednakową swobodą prowadzili dysputy na tematy fizyczne i teologiczne. Wspomniany w rozdziale 3.5 „kalkulator” Bradwardine napisał również dzieło De causa Dei contra Pelagiam (O obronie Boga przed herezją Pelagian), w którym argumentował, że Bóg istnieje jednocześnie wszędzie w świecie i poza światem (w wyimaginowanej nieskończonej próżni), gdyż jest przez to bardziej doskonały i wszechmocny. Jak aniołowie, istoty czysto duchowe, mogą się ukazywać człowiekowi? Albert Wielki przypuszczał, że przybierają one postać widzialną przez kondensację quinta essentia, która to niezwykle subtelna materia jest normalnie niewidoczna, ale zgęszczona może stać się dostrzegalna. Rozważano też problem czy aniołowie zajmują miejsce (w sensie definicji Arystotelesa). Jeśli tak, to nasuwały się kolejne pytania: czy anioł może jednocześnie przebywać w dwóch miejscach, czy w tym samym miejscu mogą się jednocześnie znajdować dwa anioły i czy anioły poruszają się z jednego miejsca w drugie natychmiastowo, czy z prędkością skończoną. Rozważania dotyczące aniołów były bardzo popularne w średniowiecznych debatach.

Te przykłady pokazują, że uczeni średniowieczni widzieli świat całościowo i mogli się wypowiadać na wiele tematów, a my dziś popełniamy pewną nieścisłość historyczną, jeśli ograniczamy się do komentowania tylko tych ich dzieł, które są zgodne z dzisiejszym pojmowaniem fizyki.

Ryc. 3.18. Powyższa rycina przedstawiająca podróżnika, który dotarł do końca świata, pochodzi nie ze średniowiecza, lecz z końca XIX wieku. (jej autorem był Camille Flammarion, który zamieścił ją w swej popularnej książce z astronomii w 1880 r.). Ilustracja ta bardzo dobrze jednak oddaje średniowieczne wyobrażenia. Wszechświat średniowieczny był, jak dziś wiemy, bardzo niewielki, ale ówczesnym ludziom wydawał się ogromny. W średniowiecznych dziełach spotykamy próby przybliżenia czytelnikom tych „astronomicznych” rozmiarów. Gossouin z Metzu w traktacie encyklopedycznym Image du monde podaje takie obliczenia:
„Stąd do niebios, gdzie położone są gwiazdy, odległość jest bardzo wielka; jest to bowiem dziesięć tysięcy i pięćdziesiąt pięć razy tyle, ile wynosi wielkość Ziemi. Ajeśli kto biegły w rachunkach, to mógłby się dowiedzieć, ile jest cali w ręce człowieka i ile jest stóp, ile mil i ile podróży jest stąd do firmamentu. Bo stąd do niebios odległość jest tak wielka, że gdyby człowiek szedł prosto nie zatrzymując się, przechodząc każdego dnia drogę dwudziestu pięciu mil francuskich i nie męcząc się po drodze, to musiałby podróżować przez lat siedem tysięcy sto i pięćdziesiąt siedem i pół i wtedy dopiero przeszedłby taką odległość, jaka jest stąd do niebios, gdzie położone są gwiazdy.” (traktat Gossouina został przełożony w 1480 r. na angielski przez Williama Caxtona, wyjątek tego tłumaczenia zamieszcza Van Helden w Measuring the universe (s. 37-38)

Oresme (patrz rozdz. 3.5) w traktacie Le livre du ciel et du monde rozważał hipotetyczną sytuację, w której Ziemia obraca się wokół osi raz na dobę, a niebiosa pozostają nieruchome. Po wnikliwej analizie doszedł do wniosku, że nie ma możliwości odróżnienia takiej sytuacji od tej, w której Ziemia pozostaje nieruchoma, a sfery niebieskie są w ruchu. Chociaż możliwość istnienia nieruchomych sfer i obracającej się Ziemi Oresme uważał za prostszą z punktu widzenia argumentów fizycznych i astronomicznych, odrzucił ją, ponieważ była sprzeczna z dosłowną interpretacją Biblii. Teologia miała więc na końcu głos decydujący.

Wszechświat średniowieczny był niewielki. W zasadzie przyjmowano jego wymiary za Ptolemeuszem, który umieścił sferę gwiazd stałych w odległości 20 000 promieni Ziemi. Wartość tę potem nieco poprawiano, ale zmiany te były bardzo drobne. W wielu książkach autorzy próbowali przybliżyć czytelnikowi kosmiczne odległości, odwołując się do miar ziemskich. Na przykład Brunetto Latini pisał:

„... Ziemia mierzy w obwodzie dwadzieścia tysięcy czterysta dwadzieścia siedem mil lombardzkich, chociaż Italczycy nie mówią mila, lecz tysiąc [jednostek] Ziemi, ponieważ tysiąc znaczy tysiąc kroków, a każdy krok liczy pięć stóp, zaś stopa – dwanaście cali. Natomiast mila francuska jest dwa lub trzy razy większa od tysiąca...
Nad Saturnem, siódmą i najwyżej położoną planetą, jest firmament, na którym znajdują się inne gwiazdy. Wiedzcie, że odległość od Ziemi do firmamentu jest 10 066 razy większa niż średnica Ziemi. Nic więc dziwnego, iż z takiej wysokości gwiazdy wydają się nam maleńkie. Naprawdę jednak na firmamencie, aż do sfery Słońca, nie ma żadnej gwiazdy większej od Ziemi.”

Temu ostatniemu twierdzeniu sam autor przeczy jednak w innym miejscu swej encyklopedii:

„Wiedzcie, że Słońce i wszystkie umieszczone nad nim planety i gwiazdy są większe niż Ziemia. Słońce jest sto sześćdziesiąt sześć i trzy dwudzieste raza większe od Ziemi, jak to udowodnili filozofowie, podając wiele koniecznych i słusznych argumentów. Odległość od Ziemi do Słońca jest pięćset osiemdziesiąt pięć razy większa niż średnica Ziemi. Mówi się też, że planety znajdujące się w niższej części nieba, to jest Wenus, Merkury i Księżyc, są mniejsze od Ziemi. Ziemia jest trochę więcej niż trzydzieści dziewięć razy większa od Księżyca, a odległość Księżyca od Ziemi wynosi dwadzieścia cztery i pół i pięć dwunastych razy tyle, ile średnica Ziemi.”

Pięknej, łatwo zrozumiałej, hierarchicznej strukturze wszechświata odpowiadała też hierarchiczna struktura społeczna. Jak napisał Norbert Max Wildiers w książce Obraz świata a teologia:

„Powszechnie wiadomo, że średniowieczny człowiek miał geocentryczny obraz świata... Żył on w spokojnym przeświadczeniu, że jego wyobrażenia o wszechświecie, a przynajmniej jego ogólne zarysy, w pełni odpowiadają rzeczywistości... Nie miał żadnych wątpliwości co do prawdy tych wyobrażeń. Wierzył, iż są one potwierdzone przez Pismo Święte i wielkie umysły starożytności. Z wyjątkiem nielicznych pisarzy, których odrzucono jako nie mających większego znaczenia lub fanatyków, cała starożytność, zarówno pogańska jak chrześcijańska, zdawała się głosić jedną i tę samą niezachwianą naukę. Wszyscy, którzy w mniemaniu ówczesnego człowieka mieli coś do powiedzenia, reprezentowali jeden i ten sam pogląd. Jak w tych warunkach mogłaby powstać choćby najmniejsza wątpliwość co do wiarygodności nauki gwarantowanej przez tak wielkie zarówno boskie jak i ludzkie autorytety?
Średniowieczny człowiek żył w spokojnym przeświadczeniu, że jego wizja kosmosu jest jedynie prawdziwa...”

Dla francuskiego historyka Jacquesa Le Goffa średniowieczny obraz świata był raczej przygnębiający. W książce Kultura średniowiecznej Europy pisał on:

„Ta paraliżująca koncepcja, według której każde naruszenie przez ludzi gmachu społeczeństwa ziemskiego równocześnie wstrząsa także i społeczeństwem niebieskim, koncepcja chwytająca śmiertelnych w oczka sieci anielskiej, do przygniatającego ludzkie barki ciężaru panów ziemskich dodaje brzemię ciężkiej hierarchii anielskiej Serafinów, Cherubinów, Tronów, Panowań, Cnót, Mocy, Księstw, Archaniołów i Aniołów. Ludzie średniowiecza szamoczą się między pazurami demonów i chmurą białych piór, wciąż poruszających się i na ziemi, i w niebie, które zamieniają życie w rozdygotany skrzydlaty koszmar.
Rzecz polega bowiem nie na tym, że dla nich świat niebieski jest tak samo rzeczywisty jak i świat ziemski, ale na tym, że oba są zespolone w jedno, przemieszane ze sobą, że nadprzyrodzone jest zarazem żywe; i to właśnie stanowi sidła, w których są uwięzieni ludzie średniowiecza.”

Fizyka średniowieczna nie była tylko nieznacznym rozszerzeniem opinii Arystotelesa. Uczeni średniowieczauznali niektóre poglądy i wyjaśnienia Arystotelesa za niewystarczające i rozwinęli własne pomysły. Rozpromieniowywanie form (multiplicatio specierum), teoria impetusu, alternatywne prawa ruchu, rozważanie ruchu obrotowego Ziemi – to były godne uwagi oryginalne osiągnięcia. System Arystotelesa mimo to pozostał powszechnie przyjmowany jako prawdziwie opisujący świat. Powodem była jego wielka spójność, której nie mogły naruszyć nieznaczne modyfikacje. Dopiero pomysł Kopernika uderzył w samą podstawę systemu Arystotelesa, jaką była jego teoria ciężkości.

Wróć do czytelni

HISTORIA FIZYKI

Wspaniała opowieść o historii fizyki i zmianach w sposobie postrzegania otaczającej człowiek rzeczywistości. Książka napisana w bardzo przystępny sposób, pokazująca naukę i naukowców od jak najbardziej ludzkiej strony.
Copyright © 1997-2018 Wydawnictwo Naukowe PWN SA
infolinia: 0 801 33 33 88